IV Kielecki Bieg Górski

345677

04 czerwca wraz z Celiną i Marcinem Krebs pojechaliśmy spróbować swoich sił w Kieleckim Biegu Górskim.
Nie mogłam doczekać się tego startu. Bez żadnych wynikowych oczekiwań, bez pilnowania tempa, a do tego bieganie w terenie,
które lubię najbardziej 🙂
Słyszałam opinie, że Kielce co to za góry? Może i tak, ale trasa wcale nie była łatwa i jest to nie tylko moja opinia.
1200m przewyższeń (+600/-600) na 22,3km to nie takie nic.

Na starcie stanęłam podekscytowana i przepełniona adrenaliną. Chciałam dobrze się bawić, ale też powalczyć, a zupełnie
nie wiedziałam co mnie czeka.Do tego z tyłu głowy plątał się Pabianicki Półmaraton, złe samopoczucie, zejście z trasy
i lekka obawa czy nie rzucam się na zbyt wiele.
Jak było? CUDOWNIE!

Do połowy trasy chciałam oszczędzać siły. Pod większość wzniesień podbiegałam, pod bardziej strome podchodziłam
jak najszybciej potrafiłam. Nogi mocno pracowały, mięśnie aż paliły, ale starałam się w marszu uspokajać oddech.
W dół gnałam ile sił, lecz w dużym skupieniu zważałam na każdy krok. Wspaniałe uczucie 🙂
Najtrudniejsze podejście na Biesak na 9km było bardzo wymagające jak na moje możliwości.
Dałam radę, a na szczycie ogromne zmęczenie ukoił malowniczy widok i do tego nagroda- dłuuugi zbieg 😀
Teraz już wiedziałam, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, jakby mi skrzydła wyrosły 😀
Na 11km czekała Celinka z wodą, ale nie potrzebowałam się napić więc uśmiech do zdjęcia i lecę dalej.
Potem kilka krótszych podbiegów i zbiegów, w międzyczasie rozmowa z ultrasem z Kielc, który jak się okazało był na naszej
pabianickiej połówce, mała instrukcja od niego jak to się po górkach biega, kilka komplementów odnośnie mojej wagi
i wyżyłowanych pleców, i jak to jest ważne w bieganiu 😛 i poleciał do przodu 😕
Pilnowałam sowiego rytmu, wiedziałam że ostatnie 2km są lekko z górki i częściowo po płaskim i tam właśnie chciałam
podkręcić tempo. Tak było 4:30 wystarczyło żeby dogonić i wyprzedzić poznanego biegacza.
Jeszcze śmieszna sytuacja: on tak głośno krzyczał zagrzewając mnie do walki…Dawaj! Mocno! Dasz radę! Ten z przodu jest
twój! Ten następny też!… Aż ten z przodu się oglądał zadziwiony,kto tak wrzeszczy? No i miał rację, wyprzedziłam panów
i trzymałam dobre tempo.
Teraz już krótko- ostatni kilometr 4:10- skąd ja miałam tyle siły???
Na stadionie niespodzianka w postaci kurtyny wodnej, ostatnia prosta po cu-do-wnej tartanowej bieżni
(czy takiej doczekamy się kiedyś w Pabianicach?) w tempie niewiele po wyżej 3′, zdziwiona mina Marcina i Celiny,
że już jestem na mecie, ręce w górę, serce chce wyskoczyć, medal, uściski, „wyleczona głowa”, radość rozpiera
BEZCENNE WSPOMNIENIA 😀
7 KOBIETA II W K2 22,3km- 2h12

333334


Polecam z całego serca ten bieg. Jest on świetną odmianą po treningach i zawodach po asfalcie, prawie cała trasa po leśnych
duktach w większości ścieżki są zacienione, świetni ludzie, kibice z ryczącą muzyką disco polo w środku lasu- aż się gęba
śmiała, trasa oznaczona co kilometr, 6 punktów z wodą, pierogi na mecie do tego biegi dla dzieci i radosne ich taplanie pod
kurtyną wodną. Mogę jeszcze długo wymieniać-leżaki na płycie boiska, pilates dla czekających na stadionie…a najlepiej
pojedźcie w przyszłym roku i sprawdźcie sami czy mam rację 🙂

Autor
Dagmara Koziróg