Klub Biegacza "Korona Pabianice"


...po prostu radość biegu, ...a maraton?... jest ukoronowaniem przyjemności.

Korona Pabianice




0000-00-00

IX Cross Maraton „Przez Piekło do Nieba” w Sielpi
17 maj godz. 9 rano. Stoimy z Maćkiem na linii startu cross maratonu "Przez Piekło do Nieba" organizowanego przez PTTK Końskie. Czekamy raptem od 5 minut, a już jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. Leje. Wśród biegaczy humory jak zwykle dopisują, można żartować i z takiej pogody. Sorry, taki mamy klimat.
Co tutaj w ogóle robimy? Nie znaleźliśmy lepszego sposobu by z przytupem uczcić okrągłą 10 rocznice ślubu. Wyjechaliśmy już w piątek wieczorem, Sielpia okazała się bardzo ładną miejscowością wypoczynkową nad jeziorkiem. Krótki spacer po numery startowe, kolacja z bogatymi w węgle" izotonikami" i spać. W nocy tradycyjnie już śni mi się, że gubię drogę (to chyba podświadomy pociąg do biegów na orientację).
Krótka przemowa. Organizator żartuje, że na trasie maratonu prawie nie ma kałuż, natomiast na trasie półmaratonu jest jedno "bajorko" do pokonania. Dowiadujemy się, że rekord trasy to 2:39, kobiecy 3:39.
Start. Dobieg 195m i przede mną 3 pętle po 14km, Maciek miał przed sobą półmaraton. Trasy rozdzielają się po około 200m. Od początku spokojnie. Plan zakładał jedno: zero planowania, po prostu przebiec. Rozmowy zasłyszane obok uświadamiają mi, że biegnę wśród niezłych wyjadaczy. Ktoś zalicza maratony jak leci, następnego dnia jedzie do Krakowa (rekordzista miał ich grubo ponad 400), ktoś inny robi trening przed Rzeźnikiem. Kobiet jak na lekarstwo.
Pierwsze 5km i mimowolnie zaczynam sobie nucić "na lewo, na prawo, w górę i w dół". Tak wyglądała trasa - nikt nie biegnie środkiem, lawirujemy miedzy ogromnymi kałużami, raz na lewo, raz na prawo, czasem jakiś skok w dal. Profil trasy przypomina, że bardzo blisko są Góry Świętokrzyskie. Diabelskie podbiegi zwiastują zbliżanie się do Piekła. Plus jest taki, że nie ma za wiele kałuż, woda nie stoi, za to płynie strumieniami. Piekło to miniaturowa wioska z kilkoma domkami nie z tej epoki, czas tu się zatrzymał dawno temu. Wybiegamy z Piekła, ale to nie koniec podbiegów. Na pierwszym okrążeniu nogi jeszcze ich nie odczuwają, ale wiem że na ostatnim będzie gorzej. Zbliżamy się powoli do Nieba. Od razu jakoś pojaśniało, na moment kończy się gęsty las, jest nawet asfalt i ...podbieg oczywiście. Wracamy na agrafce, w dół leci się przyjemnie, ale za chwilę odbijamy w nieco węższą leśną ścieżkę. Tu przez kilka km można biec środkiem po głębokiej wodzie i zasysającym buty błocie lub też skakać niczym sarenka poboczem wśród gęstych borówek i miękkich mchów. Wśród tych borówek kryła się gałąź, przez którą miałam bliskie spotkanie z podłożem. Nie da się szurać jak po asfalcie, trzeba biec unosząc wysoko kolana. Zbliżamy się powoli do Sielpi, ostatni fragment okrążenia to asfalt i znów wracamy do lasu. Jakiś pan informuje mnie, że czas pierwszego okrążenia to 1:20, spoglądam po raz pierwszy na garmina, zgadza się, jest ok. Pojawia się spontaniczny plan, by drugie okrążenie pobiec podobnie, a dopiero na trzecim porządnie się zmęczyć. Drugie okrążenie nie zaskakuje, na trasie nic się nie zmieniło, może błoto i pobocza nieco bardziej rozdeptane i jedynie stawka jakoś się rozstrzeliła, moi towarzysze zostali z tyłu, chwilami biegnę całkiem sama. Na agrafce widzę mniej więcej ile osób jest przede mną, ile za mną. Czasem trudno było rozpoznać w tym deszczu i pod kapturami ortalionów czy biegnie kobieta czy mężczyzna. Widzę, że po piętach depcze mi 1 biegaczka, uciekam. Po raz pierwszy czuję głód i nie jest to głód biegania, śniadanie było za małe, 2 żelki zjedzone, zostały 2, malutkie. Co 2,5 km jest punkt z wodą, korzystam z każdego, opijam się do przesady, aż w końcu muszę skorzystać z osłony krzaków. Drugie okrążenie przez przymusowy postój kończę w 1:21.
Spotykam Maćka, już przebranego, robi zdjęcia spod parasola. Przez chwilę mi towarzyszy i dowiaduję się, że połówkę pokonał w 1:51. Brawo! Dzielny chłopak! Bajoro jakie mieli do pokonania było nie do obejścia, całe nogi po pachwiny w błocie i wodzie, więc ten moment trasy przypominał katorżnika.
Wbiegam po raz ostatni na malowniczą trasę, "ciap ciap" "chlap chlap", płytkich kałuż nikt już nie omija, na skipy wśród borówek nikt się nie sili. Po 3 godzinach deszcz ustaje, aż mi brakuje tego szumu. Doganiam kilku zawodników, przez jakiś czas biegniemy razem. Na mocniejszych podbiegach mijam maszerujących, moje nogi wołają o to samo, ale ich nie słucham. Około 31 km czuję już mocno zmęczone terenem mięśnie, nie chce mi się omijać wody i trach, moja prawa kostka wygina się na czymś twardym ukrytym w błotnej kałuży. Czuję, że jak się teraz zatrzymam to pozamiatane, biegnę ale jest to bieg bardzo asekuracyjny, wiem już, że nie uda mi się pobiec końcówki na maxa, tempo spada. Mimo wszystko wyprzedzam 1 biegacza, za chwilę znów wyprzedza mnie inny zawodnik, którego widzę po raz pierwszy na trasie. "Przyczepiam" się do niego i prawie do samej mety biegnę wpatrzona w jego czerwone Salomony. Z transu wyrywa mnie zawodnik, który na kilkaset metrów przed metą mocno przyspiesza, dogania mnie, ja też przyspieszam, i tak na zmianę, skręcamy na ostatnią prostą, zapominam o kostce i wśród dopingującej garstki kibiców wbiegam przed nim na metę :) ostatnie kilkaset metrów udało się zejść poniżej 4min/km, o co się zupełnie nie podejrzewałam, bo przecież nie lubię biegać szybko :)
Atmosfera super, wszyscy nawzajem sobie gratulujemy. Po doprowadzeniu się do porządku pokuśtykałam z mężem na uroczyste zakończenie i ciepły posiłek. Cieszyłam się jak dziecko z 4 miejsca wśród kobiet i bardzo trafionej nagrody - BOSU - przyrząd do ćwiczeń stabilizacyjnych i wzmacniających :)) Wynik 4:06:22 umożliwił mi zajęcie 3 miejsca w K30. Pierwszy crossowy maraton zaliczam do bardzo udanych i już łaknę kolejnych przełajów, niekończących się kilometrów po bezdrożach i górach.

PS. Półmaraton rozgrywany przy okazji, nie był typowym biegowym wydarzeniem, była to forma rajdu pieszo-biegowego i niestety nie było żadnej osobnej klasyfikacji i nagród jak przy maratonie. W nagrodę pocieszenia mąż w loterii wygrał grill turystyczny :)
Poza spuchniętą kostką przywiozłam ze sobą liczne obtarcia. Nauczka na przyszłość - luźne powiewające na wietrze ubrania i kabel od słuchawek są dobre na biegi w co najwyżej mżawce, ale nie kilkugodzinnej ulewie

Alicja 2014-05-19

Bieg Wdzięczności - Konstantynów Łódzki
W sobotę biegaliśmy w Łodzi, a tymczasem w niedzielę kilka osób z naszego klubu pojechało do Konstantynowa Łódzkiego. To już 8 raz, kiedy w tym mieście był organizowany bieg Wdzięczności za pontyfikat Papieża Jana Pawła II. Dystans to tylko 5 km, jednak, ten kto biegał na zawodach takie dystanse wie, że trzeba biec szybko (bo krótko), ale za utrzymać założone tempo przez 5 km wcale nie jest łatwo.
Przed biegiem głównym odbywały się biegi dla dzieci na trasie o długości 1200 m. My wystartowaliśmy punktualnie o 12:00 razem z 420 innymi biegaczami. Najlepsze punktowane miejsce z Korony zajęła Ludmiła, zdobywając 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej. Blisko podium był również Rysio, któremu do premiowanego miejsca zabrakło tylko 7 sekund. Myślę, że większość jest zadowolona, trasa była płaska i szybka, dzięki czemu wielu z nas ustanowiło nowe rekordy życiowe.
Poniżej miejsca i czasy zawodników Korony:

48(10) Rafał Andrzejczak 19:17
82(21) Daniel Michalski 20:24
84(25) Tomasz Andrzejczak 20:27
103(4) Ryszard Dąbek 20:48
121(32)Robert Lewera 21:28
176(42) Andrzej Odzioba 22:47
204(3) Ludmiła Morawska-Baykowska 24:04
215(64) Roman Makowski 24:12
293(39) Marek Pawlak 26:36

W nawiasie podane miejsce w kategorii wiekowej, czasy netto.



Rafał A. 2014-05-11

Textilcross
W sobotę w lesie Łagiewnickim odbył się XXXV Textilcoross - czyli bieg na dystansie 10 km. Oczywiście w zawodach nie mogło zabraknąć zawodników Korony i to z sukcesami. Na drugim stopniu podium stanęła Kaśka Downar, dała się wyprzedzić jedynie Katarzynie Oleś z Łodzi.
Poniżej wyniki naszych zawodników:

16 Katarzyna Downar 42:28
54 Alicja Jędraszek 49:25
57 Maciej Jędraszek 50:05



Rafał A. 0000-00-00

IV Majowy Piknik Sportowy
Majówka to czas wypoczynku, ale także wielu zawodów biegowych. Na jednych z nich, a dokładniej na majowym Pikniku Sportowym w Wiączyniu Dolnym pojawili się nasi zawodnicy. Kasia, Rysio, Marek, Andrzej i Romek zmierzyli się z trasa o długości 10km. Nikogo już chyba nie dziwi fakt, że Kaśka i Rysiek zajęli miejsca na podium. Oto ich wyniki:
mscimię i nazwiskoWynikmsc kat.
66 Dąbek Ryszard 00:45:54 3
65 Downar Katarzyna 00:45:57 3
106 Odzioba Andrzej 00:48:21 31
136 Makowski Roman 00:51:56 49
195 Pawlak Marek 00:56:41 18

Ale to nie wszystko jeśli chodzi o dekoracje. Po biegu ogłoszono wyniki Zimowego Grand Prix Łodzi. I tym razem Rysiek był 1 w swojej kategorii. Gratulacje!




Michał 2014-05-06



Dane kontaktowe.

Telefon501 272 688
klub@koronapabianice.pl
GG747139

  |  Uwagi   |  Kontakt   |  Słownik   |  Mapa strony   |